Jezu Ty mnie stworzyłeś
Wiara mnie obdarzyłeś.
Od Ciebie miłość otrzymuje
Mimo że rany przez grzechy w tym sercu wywołuje.
Tak bardzo mnie ukochałeś
Że rodzinę i przyjaciół mi dałeś.
Za wszystko Tobie pragnę dziękować
I całą w zamian ofiarować.
Ty siły każdego dnia mi dajesz zawsze w obronie mej stajesz.
Krzywdzić mnie nie pozwalasz z każdego grzechu mnie wyzwalasz..
Twoja Matka też za mną się wstawia nigdy samej nie zostawia.
Od Ciebie też swego Anioła Stróża mam Jemu prowadzić się dam.
Zawsze z Tobą pragnę być bo bez Ciebie nie mogłabym żyć.
Moje grzechy Cię nie zrażają mimo że często tak bardzo Cię obrażają.
Nie odrzucisz nigdy mnie nawet gdy znajdę się na dnie.
Gdy upadnę pomożesz mi się podnieść a gdy będzie mi najtrudniej to Ty będziesz mnie nieść.
Jezu za wszystkie łaski, które tak obficie na mnie wylewasz Ci dziękuję.
Nie zmarnować ich Ci obiecuję.
Dzięki Ci składam za wspaniałe dary, którymi mnie obdarzasz i za wszystkie doświadczenia, które na mej drodze stawiasz.
Czasem myślę, że Cię w życiu nie potrzebuję i przeciwko Tobie się buntuje.
To mnie na złą drogę sprowadza i do grzechu doprowadza.
Ty jednak tak mnie ukochałeś, że Swoje życie na krzyżu za mnie oddałeś.
Dzięki temu mam szansę wiecznie żyć i blisko Ciebie być.
Każdego dnia patrzysz na mnie z miłością, gdy wracam że złej drogi Ty witasz mnie z miłością.
Moje życie z łagodnością obserwujesz, do godnego życia przez ludzi swych mnie nawołujesz.
Ty już swój plan dla mnie przygotowałeś i do szczęśliwego życia mnie powołałeś.
Tak bardzo pragnę wypełnić Twoje powołanie dobrze wypełniając powierzone mi przez Ciebie zadanie.
Kiedy z problemami do Ciebie przychodze, Ty zaraz rozwiązanie ich stawiasz na mej drodze.
Za wszystkie rany zadane Tobie Cię przepraszam i wraz z Maryją do życia mego Cię zapraszam.
czwartek, 5 grudnia 2019
czwartek, 14 listopada 2019
Miłość nie szuka poklasku
Na początku zadajmy sobie pytanie na czym polega szukanie poklasku i czym ono jest?
A więc szukanie poklasku to określony sposób zachowania, który wynika z pychy. Pycha jest więc sposobem myślenia i postrzegania własnej osoby, a szukanie poklasku działaniem z niej wynikającym.
Święty Paweł pisze, jaka prawdziwa miłość nie jest. Skoro się nie przechwala i nie szuka poklasku, powinna być skromna. Jeśli ma nie unosić się pychą, powinna być pokorna. Miłość, która nie szuka poklasku, która się nie przechwala, to miłość realizowana w domowym zaciszu, bez rozgłosu. To wszystkie drobne gesty, jakie wykonujemy. Nie po to, by nas dostrzeżono i pochwalono, lecz z pragnienia dobra drugiej osoby.
Miłość w małżeństwie jest nocnym wstawaniem do dzieci, codziennym gotowaniem, zbieraniem porozrzucanych rzeczy, siedzeniem do późna, by zrobić coś dla drugiego. Bez mówienia o tym wszystkim naokoło, bez licytowania się, kto ma gorzej i ciężej. Ci, którzy naprawdę odzwierciedlają biblijną miłość, nie uważają się za lepszych od innych, więc nie mają potrzeby przechwalania się. Nie oznacza to, że nie mamy dzielić się z bliskimi tym, co nam się udało. Istota tkwi w naszych intencjach. Święty Jan Paweł II w komentarzu do tego sformułowania tak mówi: ,, Miłość nie chce widowni i braw, nie jest aktorem - jest prawdziwa, nie grywa w sztukach.
Reflektory Ją rażą, jest bardzo delikatna.
Masek unika - uwielbia światło i patrzeć głęboko w oczy drugiej Miłości...
Nie lubi huku opadającej kurtyny, bo to by oznaczało... koniec spektaklu, a Ona chce być wieczna...
Miłość to nie walentynkowe serduszka, sztucznie barwione róże, pocałunki i pieszczoty na ekranie, spektakularne akcje... iluzja!
Miłość ceni sobie intymność i cichość.
Nie tłumy, nie mikrofony, reporterzy i kamery, nie... kocham Cię.”
W dzisiejszych czasach zwłaszcza u młodych weszło w modę, żeby wszystko co się dzieje w ich życiu puszczać w Internet.. Facebook jest przepełniony od zdjęć z prywatnego życia, każda informacja życiowa, zmiana statusu zaraz widoczna jest na tablicy. Czekają na komentarze, gratulacje, chwalą się że dziś są w związku z tym a za miesiąc już ustawione co innego... I na co to?? Facebook nie potrzebuje informacji o Twoim prywatnym życiu, o tym z kim aktualnie jesteś ,,w związku”. Jeśli kochasz prawdziwe to wiesz o tym Ty sam i osoba która kochasz, wcale nie pogłębi uczucia waszego status na fb, czyjeś gratulacje czy komentarz.. Kochaj prawdziwie i skrycie nie na pokaz i dla komentarzy, bo wtedy taka miłość nie ma większego sensu, jeśli tylko czekasz na komentarze czy pochwały..
Miłość tego nie lubi, bo to ją niszczy osłabia. Pomyśl o tym..
A na koniec tego rozważania znów zrób sobie ćwiczenie i zastanów się na tym... Wpisz w miejsce słowa miłość swoje imię ( Klaudia, Sylwia, Małgorzata, Seweryn, Mariusz nie szuka poklasku) i pomyśl jaka jest twoja miłość?? Czy skryta czy zaraz widoczna w portalach społecznościowych oczekująca na pochwały, komentarze?? Jeśli czeka na komentarze, pokazuje się wszędzie to pomyśl czy nie najwyższy czas coś zmienic??
A więc szukanie poklasku to określony sposób zachowania, który wynika z pychy. Pycha jest więc sposobem myślenia i postrzegania własnej osoby, a szukanie poklasku działaniem z niej wynikającym.
Święty Paweł pisze, jaka prawdziwa miłość nie jest. Skoro się nie przechwala i nie szuka poklasku, powinna być skromna. Jeśli ma nie unosić się pychą, powinna być pokorna. Miłość, która nie szuka poklasku, która się nie przechwala, to miłość realizowana w domowym zaciszu, bez rozgłosu. To wszystkie drobne gesty, jakie wykonujemy. Nie po to, by nas dostrzeżono i pochwalono, lecz z pragnienia dobra drugiej osoby.
Miłość w małżeństwie jest nocnym wstawaniem do dzieci, codziennym gotowaniem, zbieraniem porozrzucanych rzeczy, siedzeniem do późna, by zrobić coś dla drugiego. Bez mówienia o tym wszystkim naokoło, bez licytowania się, kto ma gorzej i ciężej. Ci, którzy naprawdę odzwierciedlają biblijną miłość, nie uważają się za lepszych od innych, więc nie mają potrzeby przechwalania się. Nie oznacza to, że nie mamy dzielić się z bliskimi tym, co nam się udało. Istota tkwi w naszych intencjach. Święty Jan Paweł II w komentarzu do tego sformułowania tak mówi: ,, Miłość nie chce widowni i braw, nie jest aktorem - jest prawdziwa, nie grywa w sztukach.
Reflektory Ją rażą, jest bardzo delikatna.
Masek unika - uwielbia światło i patrzeć głęboko w oczy drugiej Miłości...
Nie lubi huku opadającej kurtyny, bo to by oznaczało... koniec spektaklu, a Ona chce być wieczna...
Miłość to nie walentynkowe serduszka, sztucznie barwione róże, pocałunki i pieszczoty na ekranie, spektakularne akcje... iluzja!
Miłość ceni sobie intymność i cichość.
Nie tłumy, nie mikrofony, reporterzy i kamery, nie... kocham Cię.”
W dzisiejszych czasach zwłaszcza u młodych weszło w modę, żeby wszystko co się dzieje w ich życiu puszczać w Internet.. Facebook jest przepełniony od zdjęć z prywatnego życia, każda informacja życiowa, zmiana statusu zaraz widoczna jest na tablicy. Czekają na komentarze, gratulacje, chwalą się że dziś są w związku z tym a za miesiąc już ustawione co innego... I na co to?? Facebook nie potrzebuje informacji o Twoim prywatnym życiu, o tym z kim aktualnie jesteś ,,w związku”. Jeśli kochasz prawdziwe to wiesz o tym Ty sam i osoba która kochasz, wcale nie pogłębi uczucia waszego status na fb, czyjeś gratulacje czy komentarz.. Kochaj prawdziwie i skrycie nie na pokaz i dla komentarzy, bo wtedy taka miłość nie ma większego sensu, jeśli tylko czekasz na komentarze czy pochwały..
Miłość tego nie lubi, bo to ją niszczy osłabia. Pomyśl o tym..
A na koniec tego rozważania znów zrób sobie ćwiczenie i zastanów się na tym... Wpisz w miejsce słowa miłość swoje imię ( Klaudia, Sylwia, Małgorzata, Seweryn, Mariusz nie szuka poklasku) i pomyśl jaka jest twoja miłość?? Czy skryta czy zaraz widoczna w portalach społecznościowych oczekująca na pochwały, komentarze?? Jeśli czeka na komentarze, pokazuje się wszędzie to pomyśl czy nie najwyższy czas coś zmienic??
poniedziałek, 4 listopada 2019
Listopad
Listopad-czas zadumy i refleksji, czas kiedy uświadamiamy sobie jak ważna jest i była dla nas osoba, która odeszła. Stajemy nad grobami najbliższych, zapalamy znicze. Tyle w nas tęsknoty, bólu i łez. Lecz pomyślmy też, że ich śmierć nie musi być tragedią. Może dla nas to płacz i cierpienie, a dla nich to koniec tej ciężkiej wędrówki ziemskiej. Stańmy na chwilę w ciszy i pomyślmy, że dla nich dopiero zaczęło się tak naprawdę nowe, lepsze życie. Tam po drugiej stronie czeka ich radość, tam nie będą odczuwać smutku, zimna, głodu ani cierpienia. Teraz są oni bardzo szczęśliwi, bo znajdują się blisko Boga i wstawiają się za nami. Jednak nigdy nie mamy pewności gdzie znajdują się nasi bliscy zmarli, bo mogą być w czyśćcu by odpokutować zło popełnione na ziemi, dlatego musimy pamiętać o modlitwie za nich. Każda nasza szczera nawet najkrótsza modlitwa za nich dodaje ulgi im w cierpieniu i skraca pobyt w czyśćcu.
Co to jest czyściec?
Miejscem odpuszczania grzechów jest sakrament pokuty. A jeśli ktoś nie może się wyspowiadać, to Bóg odpuszcza je także każdemu szczerze żałującemu za nie grzesznikowi. Czyściec nie jest miejscem odpuszczania grzechów, ale oczyszczania się ze skutków, kar za grzechy.
Do czyśćca trafiają ludzie w stanie łaski uświęcającej, w stanie pojednania się z Bogiem: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. (KKK1030)
Z czyśćca dusza już całkowicie oczyszczona trafia do Nieba. Czym jest Niebo? Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że niebo to nie jest miejsce. My, co prawda, przyzwyczailiśmy się do mówienia, że niebo jest nad nami, a piekło głęboko w ziemi. Kościół naucza jednak inaczej: niebo to najwyższe szczęście człowieka, przeżywane w bliskości z Bogiem. Bliskość ta, jak mówi Pismo Święte, polega na tym, że będziemy oglądać Boga twarzą w twarz, jest to pełna komunia z Bogiem. Na ziemi nie jesteśmy w stanie jej osiągnąć.
Kto z pewnością jest w niebie?
W niebie jest oczywiście Bóg w Trójcy Osób, a później ci ze świata jego stworzeń, którzy nie mają najmniejszej skazy grzechowej. Więc z pewnością w niebie jest też Najświętsza Maryja Panna oraz cały świat aniołów, które grzechu nigdy nie popełniły. Spośród ludzi są ci wszyscy, którzy po swojej śmierci zostali doskonale oczyszczeni ze swoich grzechów. Zatem do nieba dostają się ci, którzy umierają w stanie łaski uświęcającej. Wiemy, że znajdują się w nim zwłaszcza święci i błogosławieni, których świętość Kościół już oficjalnie potwierdził. Ich wspomnienie przeżywamy w Kościele 1listopada.
Oprócz Czyśćca i Nieba istnieje jeszcze Piekło.
I tam też niestety trafiają dusze. Piekło jest miejscem wiecznej męki dla ludzi, którzy zeszli z tego świata w grzechu ciężkim. Jest to prawda naszej wiary, którą nam często Pismo Św. przywodzi na pamięć. Pismo Św. przedstawia piekło jako karę wieczną (Mat. 5, 22), jako miejsce, gdzie ,,robak nie umiera, a ogień nie gaśnie" (Mk 9, 43), jako otchłań, gdzie "będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mat. 8, 12). Kary piekła będą trwały wiecznie.
Nigdy nie wiemy gdzie znajduje się dusza osób nam bliskich. Najczęściej wierzymy i ufamy, że jest już w niebie. Nigdy nie można nam oceniać nawet największego grzesznika na ziemi, że napewno jest w piekle, bo nie wiemy czy w ostatniej chwili przed śmiercią nie żałował, a Miłosierdzie Boże jest ogromne. Zachęcam Was do modlitwy za każdego zmarłego, zwłaszcza w listopadzie gdzie możemy im pomóc przez ofiarowanie za nich odpustów. 1-8listopada odpust zupełny a pozostałe dni do końca listopada odpust cząstkowy. Pięknym zwyczajem jest też dopisywanie i modlitwa za naszych zmarłych w wypominkach listopadowych i rocznych. A także zamówienie za naszego zmarłego Mszy Świętej i przyjęcie Komunii Świętej w jego intencji. To wszystko skraca czas i cierpienia w czyśćcu.
Bardzo trudno nam nie raz pogodzić się ze stratą mamy, taty, babci, Cioci, bo kiedyś tak wiele wspólnego nas z nimi łączyło. Byli to członkowie naszej rodziny, przyjaciele i niezależnie od tego ile nam dali i jakie były nasze relacje z nimi to i tak bardzo boli nas ich odejście. To właśnie w tej chwili, gdy ich już nie ma przy nas zaczyna do nas docierać jak bardzo ich kochamy. W tej jednej chwili wybaczamy im wszystkie popełnione błędy, krzywdy. Chcemy by wrócili do nas, by znów przy nas byli, by znów móc im poświęcić chociaż te marne 5minut,by usłyszeć ich głos i zobaczyć uśmiech. Teraz stańmy na chwilę w prawdzie- pomyślmy:
Jacy byliśmy wobec nich gdy żyli, chodzili po ziemi?
Czy zawsze dobrze o nich mówiliśmy?
Czy okazywaliśmy im miłość?
Jaka była nasza postawa wobec nich?
Dziś oni odeszli-my cierpimy i płaczemy..
Dlaczego takie zjawisko ma miejsce na ziemi?
Odpowiedź jest prosta: Bo zawsze mimo wszystko kochaliśmy ich. Może nie zawsze na ziemi i mieliśmy im to okazać, ale w głębi serca zawsze ich kochaliśmy. A może ten co kiedyś odszedł nie miał nikogo, kto by go kochał, może nikt nie pamięta nawet kim był, kiedy odszedł i gdzie leży?? Ile dziś takich zapomnianych grobów, których nikt nie odwiedza, nikt nie zapali znicz? Ile dysz za które nie ma się kto pomodlić? Pomyślmy i o nich i otoczmy ich modlitwą. Tyle dziś pomników nieznanych żołnierzy, którzy oddali życie za naszą Ojczyznę. Dziś nie ma kto się za nich pomodlić..
Pamiętajmy i o tych i otaczajmy ich naszą modlitwą. Ksiądz Twardowski kiedyś powiedział: Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” tak to prawda. Życie tu n ziemi trwa krótko, szybko się kończy, ale zaczyna się życie wieczne. Życie na ziemi jest niczym film puszczony na ekranie telewizora. Tylko różnica w tym, że film gdy się skończy możesz obejrzeć drugi raz mimo że się skoczył a życia nie przejdziesz drugi raz od nowa. Śmierć ma swój wyznaczony czas a zna datę i godzinę jej tylko nasz Stwórca. Nikogo śmierć nie ominie, o nikim nie zapomni, ani nikt przed nią nie ucieknie, dlatego już tu na ziemi Walczmy o nasze szczęście na drugim świecie. Walczmy o zbawienie, zachowujmy się tak jak nakazuje nam nasz Dekalog. W chwili śmierci następuje agonia- jest to walka duszy z Diabłem, on walczy o każdą ludzką duszę, chce ich jak najwięcej, dlatego tak ważna dla osoby umierającej jest obecność drugiej osoby, jego modlitwa, chociaż ten najmniejszy znak podania ręki. Listopad wcale nie musi być najsmutniejszym miesiącem w roku jeżeli wierzysz w życie pozagrobowe, wierzysz w to, że po śmierci jest szczęście z przebywania blisko Boga. Życie jest nieustanna nasza wędrówka do celu- celem zaś jest Niebo, które jest nagroda za pracę o Zbawienie.
Co to jest czyściec?
Miejscem odpuszczania grzechów jest sakrament pokuty. A jeśli ktoś nie może się wyspowiadać, to Bóg odpuszcza je także każdemu szczerze żałującemu za nie grzesznikowi. Czyściec nie jest miejscem odpuszczania grzechów, ale oczyszczania się ze skutków, kar za grzechy.
Do czyśćca trafiają ludzie w stanie łaski uświęcającej, w stanie pojednania się z Bogiem: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. (KKK1030)
Z czyśćca dusza już całkowicie oczyszczona trafia do Nieba. Czym jest Niebo? Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że niebo to nie jest miejsce. My, co prawda, przyzwyczailiśmy się do mówienia, że niebo jest nad nami, a piekło głęboko w ziemi. Kościół naucza jednak inaczej: niebo to najwyższe szczęście człowieka, przeżywane w bliskości z Bogiem. Bliskość ta, jak mówi Pismo Święte, polega na tym, że będziemy oglądać Boga twarzą w twarz, jest to pełna komunia z Bogiem. Na ziemi nie jesteśmy w stanie jej osiągnąć.
Kto z pewnością jest w niebie?
W niebie jest oczywiście Bóg w Trójcy Osób, a później ci ze świata jego stworzeń, którzy nie mają najmniejszej skazy grzechowej. Więc z pewnością w niebie jest też Najświętsza Maryja Panna oraz cały świat aniołów, które grzechu nigdy nie popełniły. Spośród ludzi są ci wszyscy, którzy po swojej śmierci zostali doskonale oczyszczeni ze swoich grzechów. Zatem do nieba dostają się ci, którzy umierają w stanie łaski uświęcającej. Wiemy, że znajdują się w nim zwłaszcza święci i błogosławieni, których świętość Kościół już oficjalnie potwierdził. Ich wspomnienie przeżywamy w Kościele 1listopada.
Oprócz Czyśćca i Nieba istnieje jeszcze Piekło.
I tam też niestety trafiają dusze. Piekło jest miejscem wiecznej męki dla ludzi, którzy zeszli z tego świata w grzechu ciężkim. Jest to prawda naszej wiary, którą nam często Pismo Św. przywodzi na pamięć. Pismo Św. przedstawia piekło jako karę wieczną (Mat. 5, 22), jako miejsce, gdzie ,,robak nie umiera, a ogień nie gaśnie" (Mk 9, 43), jako otchłań, gdzie "będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mat. 8, 12). Kary piekła będą trwały wiecznie.
Nigdy nie wiemy gdzie znajduje się dusza osób nam bliskich. Najczęściej wierzymy i ufamy, że jest już w niebie. Nigdy nie można nam oceniać nawet największego grzesznika na ziemi, że napewno jest w piekle, bo nie wiemy czy w ostatniej chwili przed śmiercią nie żałował, a Miłosierdzie Boże jest ogromne. Zachęcam Was do modlitwy za każdego zmarłego, zwłaszcza w listopadzie gdzie możemy im pomóc przez ofiarowanie za nich odpustów. 1-8listopada odpust zupełny a pozostałe dni do końca listopada odpust cząstkowy. Pięknym zwyczajem jest też dopisywanie i modlitwa za naszych zmarłych w wypominkach listopadowych i rocznych. A także zamówienie za naszego zmarłego Mszy Świętej i przyjęcie Komunii Świętej w jego intencji. To wszystko skraca czas i cierpienia w czyśćcu.
Bardzo trudno nam nie raz pogodzić się ze stratą mamy, taty, babci, Cioci, bo kiedyś tak wiele wspólnego nas z nimi łączyło. Byli to członkowie naszej rodziny, przyjaciele i niezależnie od tego ile nam dali i jakie były nasze relacje z nimi to i tak bardzo boli nas ich odejście. To właśnie w tej chwili, gdy ich już nie ma przy nas zaczyna do nas docierać jak bardzo ich kochamy. W tej jednej chwili wybaczamy im wszystkie popełnione błędy, krzywdy. Chcemy by wrócili do nas, by znów przy nas byli, by znów móc im poświęcić chociaż te marne 5minut,by usłyszeć ich głos i zobaczyć uśmiech. Teraz stańmy na chwilę w prawdzie- pomyślmy:
Jacy byliśmy wobec nich gdy żyli, chodzili po ziemi?
Czy zawsze dobrze o nich mówiliśmy?
Czy okazywaliśmy im miłość?
Jaka była nasza postawa wobec nich?
Dziś oni odeszli-my cierpimy i płaczemy..
Dlaczego takie zjawisko ma miejsce na ziemi?
Odpowiedź jest prosta: Bo zawsze mimo wszystko kochaliśmy ich. Może nie zawsze na ziemi i mieliśmy im to okazać, ale w głębi serca zawsze ich kochaliśmy. A może ten co kiedyś odszedł nie miał nikogo, kto by go kochał, może nikt nie pamięta nawet kim był, kiedy odszedł i gdzie leży?? Ile dziś takich zapomnianych grobów, których nikt nie odwiedza, nikt nie zapali znicz? Ile dysz za które nie ma się kto pomodlić? Pomyślmy i o nich i otoczmy ich modlitwą. Tyle dziś pomników nieznanych żołnierzy, którzy oddali życie za naszą Ojczyznę. Dziś nie ma kto się za nich pomodlić..
Pamiętajmy i o tych i otaczajmy ich naszą modlitwą. Ksiądz Twardowski kiedyś powiedział: Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” tak to prawda. Życie tu n ziemi trwa krótko, szybko się kończy, ale zaczyna się życie wieczne. Życie na ziemi jest niczym film puszczony na ekranie telewizora. Tylko różnica w tym, że film gdy się skończy możesz obejrzeć drugi raz mimo że się skoczył a życia nie przejdziesz drugi raz od nowa. Śmierć ma swój wyznaczony czas a zna datę i godzinę jej tylko nasz Stwórca. Nikogo śmierć nie ominie, o nikim nie zapomni, ani nikt przed nią nie ucieknie, dlatego już tu na ziemi Walczmy o nasze szczęście na drugim świecie. Walczmy o zbawienie, zachowujmy się tak jak nakazuje nam nasz Dekalog. W chwili śmierci następuje agonia- jest to walka duszy z Diabłem, on walczy o każdą ludzką duszę, chce ich jak najwięcej, dlatego tak ważna dla osoby umierającej jest obecność drugiej osoby, jego modlitwa, chociaż ten najmniejszy znak podania ręki. Listopad wcale nie musi być najsmutniejszym miesiącem w roku jeżeli wierzysz w życie pozagrobowe, wierzysz w to, że po śmierci jest szczęście z przebywania blisko Boga. Życie jest nieustanna nasza wędrówka do celu- celem zaś jest Niebo, które jest nagroda za pracę o Zbawienie.
piątek, 18 października 2019
Miłość nie zazdrości...
Uczucie zazdrości niszczy miłość. Zazdrość jest też jednym z siedmiu grzechów głównych. Zazdrość to zło. Kiedy kochamy naprawdę, nie jesteśmy zazdrośni, ale w pełni ufamy naszej drugiej połówce, osobie która kochamy. Zazdrość często wywołana jest przez brak zaufania, ale my też czasem swoim postępowaniem niewłaściwym niszczymy zaufanie drugiego do nas.. Zazdrość prowadzi do chorej kontroli nad drugim, ograniczeń, kłótni, złości. Ale w dzisiejszym świecie czasem zazdrość, jest też nazywana czymś dobrym, przez nią młodzi uważają, że mogą pokazać, że zależy nam na kimś i nazywają to zdrową zazdrością. Jak to więc jest z tą zazdrością, jak się jej wyzbyć postaram się w tym artykule opisać.
Zazdrość to uczucie, które pojawia się niezależnie od naszej woli i staramy się ukryć je przed partnerem oraz bliskim otoczeniem. Zazdrość często jest objawem braku zaufania do partnera, niskim poczuciem własnej wartości. Zazdrość wywoływana może być również dawnymi przeżyciami w związku z partnerem, który okłamywał oraz ranił poprzez romanse i zdrady. Zazdrość może wzmacniać relację, jeśli jest dozowana w odpowiednich proporcjach. Kiedy jest jej zbyt dużo i jest zbyt silna, zabija miłość i zaufanie. A jak to jest w nauczaniu kościoła?? Czy zazdrość jest czymś dobrym?? Odpowiedz brzmi Nie!! W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł w „Hymnie o miłości” pisze: „…Miłość nie zazdrości…” (1 Kor 13, 4). Zazdrość jest zatem ciężkim grzechem, bo jest brakiem miłości. Św. Paweł z Tarsu zaś w cytowanym już Hymnie o miłości właśnie w tej wadzie upatruje główną przyczynę zamykania się człowieka na miłość do bliźniego. Zazdrość po pewnym czasie może przerodzić się w nienawiść, która z kolei może prowadzić wprost do wyrządzenia zła innej osobie. Z pewnością uczucie zazdrości kierowało też przeciwnikami Jezusa z Nazaretu, na którego rzucano fałszywe oskarżenia i planowano Go zabić
Zazdrość może pociągać za sobą różne sposoby poniżania drugiego człowieka. Wśród nich prym wiodą: obmowa, oszczerstwa, obelgi, donosicielstwo, intrygi oraz fizyczna krzywda. Ponadto niekiedy wada ta przeradza się w niezdrowe współzawodnictwo lub rywalizację, którym towarzyszy zwykle zawiść podszyta chorobliwymi ambicjami. W ostatecznym rozrachunku zazdrość może prowadzić do uczucia wielkiego smutku, który zabija wszelką radość życia.
Bardzo często zazdrośnik uważa, że cudze szczęście jest przyczyną jego osobistych nieszczęść. Trwanie w takim przeświadczeniu prowadzi czasem do różnego rodzaju psychicznych zawirowań, szczególnie wtedy, gdy ktoś znajduje radość i satysfakcję w przeciwnościach, jakie spotykają innych. Kiedy kochamy naprawdę nie jesteśmy zazdrośni, ale w pełni ufamy naszemu partnerowi i powinniśmy takiego samego zaufania oczekiwać od niego. Kochając nie możemy ograniczać drugiej osoby nasza zazdrością. Jeżeli któreś ze stron nie jest w stanie znieść tego, że partner poświęca swój czas innym ludziom, a nie tylko jemu oznacza to że nie ma w nim prawdziwej miłości. Także współczesna psychologia jest zdania, że jeśli ktoś jest obsesyjnie zazdrosny o drugą osobę i na każdym kroku podejrzewa ją o zdradę, najprawdopodobniej oznacza to, że sam nie kocha szczerze.
W tym wersecie hymnu św. Pawła chodzi też moim zdaniem o to, że nie powinniśmy zazdrościć innym ludziom tego, że są kochani.. Skupmy się na tym, co dobre w naszym uczuciu, a jeśli jeszcze nie mamy nikogo kogo darzylibyśmy miłością, cierpliwie i z ufnością czekajmy na miłość.
Święty Jan Paweł II mówił: „Czasem Miłość zachoruje na zazdrość. Dzieje się tak w przypadku, gdy kocha się kogoś za to tylko, że on do nas należy.
Biada nam wtedy, gdy będziemy się chcieli uwolnić od chorej miłości, przestać być własnością - przedmiotem zazdrości... ups!
Wtedy taka "miłość" nam dokuczy, będzie się mścić i niszczyć... aż nas zje, bo ona tylko konsumuje i z nikim się nie dzieli.”
Zazdrość, w sensie negatywnym, jest zupełnie sprzeczna z miłością, przyczynia się do rozbicia jedności, pogłębiania się postaw egoistycznych, powodujących nieustanne zajmowanie się samym sobą, zamykanie się w sobie. Wywołuje to pogrążanie się w smutku, z powodu nie posiadania czegoś, co posiadają inni. Zapobieganie takiemu stanowi może się dokonać poprzez odwrócenie się od egoistycznych pragnień, a skierowanie ku prawdziwej miłości, która, jak zachęca Tomasz a’Kempis: „Nikomu nie zazdrości, ponieważ nie ceni własnej uciechy, ani też w sobie samym nie chce się weselić; rezygnując z wszystkich dóbr, pragnie radować się w Bogu” Zazdrość jest uczuciem bardzo trudnym do wyeliminowania, gdyż jest czymś naturalnym, tak jak naturalna jest chęć posiadania wyłącznych praw w stosunku do współmałżonka, narzeczonego. Jednak św. Paweł zachęca w tych słowach do postępowania wbrew temu, co podpowiada natura, do postępowania nieomalże ponad naturą. Wyeliminowanie tego negatywnego uczucia dokonuje się przez postawę bezgranicznego zaufania, oddania, służby.
Chora zazdrość prowadzi do ciągłej kontroli, ograniczania, a wreszcie do podziału. Będąc zazdrośni wiele tracimy. Tracimy drugiego człowieka, ale też i siebie. Dlatego Walczmy z zazdrością, gdy tylko się pojawią starajmy się ją jak najszybciej wyeliminować z naszego życia. Na pewno nie będzie to łatwe, ale walka z tym przyniesie wiele sukcesów.
A teraz na koniec zrób sobie ćwiczenie w miejsce słowa miłość wpisz swoje imię...( Karolina, Alicja, Sylwia, Daria, Mariusz, Mateusz, Damian itp nie zazdrości...) I pomyśl czy tak jest w Twoim życiu?? Czy naprawdę kochasz?? Jeśli tak to super, jeśli nie pracuj nad sobą byś kiedyś doszedł do takiej postawy. Módl się do Boga prosząc Go o prawdziwą miłość pozbawioną zazdrości.
Zazdrość to uczucie, które pojawia się niezależnie od naszej woli i staramy się ukryć je przed partnerem oraz bliskim otoczeniem. Zazdrość często jest objawem braku zaufania do partnera, niskim poczuciem własnej wartości. Zazdrość wywoływana może być również dawnymi przeżyciami w związku z partnerem, który okłamywał oraz ranił poprzez romanse i zdrady. Zazdrość może wzmacniać relację, jeśli jest dozowana w odpowiednich proporcjach. Kiedy jest jej zbyt dużo i jest zbyt silna, zabija miłość i zaufanie. A jak to jest w nauczaniu kościoła?? Czy zazdrość jest czymś dobrym?? Odpowiedz brzmi Nie!! W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł w „Hymnie o miłości” pisze: „…Miłość nie zazdrości…” (1 Kor 13, 4). Zazdrość jest zatem ciężkim grzechem, bo jest brakiem miłości. Św. Paweł z Tarsu zaś w cytowanym już Hymnie o miłości właśnie w tej wadzie upatruje główną przyczynę zamykania się człowieka na miłość do bliźniego. Zazdrość po pewnym czasie może przerodzić się w nienawiść, która z kolei może prowadzić wprost do wyrządzenia zła innej osobie. Z pewnością uczucie zazdrości kierowało też przeciwnikami Jezusa z Nazaretu, na którego rzucano fałszywe oskarżenia i planowano Go zabić
Zazdrość może pociągać za sobą różne sposoby poniżania drugiego człowieka. Wśród nich prym wiodą: obmowa, oszczerstwa, obelgi, donosicielstwo, intrygi oraz fizyczna krzywda. Ponadto niekiedy wada ta przeradza się w niezdrowe współzawodnictwo lub rywalizację, którym towarzyszy zwykle zawiść podszyta chorobliwymi ambicjami. W ostatecznym rozrachunku zazdrość może prowadzić do uczucia wielkiego smutku, który zabija wszelką radość życia.
Bardzo często zazdrośnik uważa, że cudze szczęście jest przyczyną jego osobistych nieszczęść. Trwanie w takim przeświadczeniu prowadzi czasem do różnego rodzaju psychicznych zawirowań, szczególnie wtedy, gdy ktoś znajduje radość i satysfakcję w przeciwnościach, jakie spotykają innych. Kiedy kochamy naprawdę nie jesteśmy zazdrośni, ale w pełni ufamy naszemu partnerowi i powinniśmy takiego samego zaufania oczekiwać od niego. Kochając nie możemy ograniczać drugiej osoby nasza zazdrością. Jeżeli któreś ze stron nie jest w stanie znieść tego, że partner poświęca swój czas innym ludziom, a nie tylko jemu oznacza to że nie ma w nim prawdziwej miłości. Także współczesna psychologia jest zdania, że jeśli ktoś jest obsesyjnie zazdrosny o drugą osobę i na każdym kroku podejrzewa ją o zdradę, najprawdopodobniej oznacza to, że sam nie kocha szczerze.
W tym wersecie hymnu św. Pawła chodzi też moim zdaniem o to, że nie powinniśmy zazdrościć innym ludziom tego, że są kochani.. Skupmy się na tym, co dobre w naszym uczuciu, a jeśli jeszcze nie mamy nikogo kogo darzylibyśmy miłością, cierpliwie i z ufnością czekajmy na miłość.
Święty Jan Paweł II mówił: „Czasem Miłość zachoruje na zazdrość. Dzieje się tak w przypadku, gdy kocha się kogoś za to tylko, że on do nas należy.
Biada nam wtedy, gdy będziemy się chcieli uwolnić od chorej miłości, przestać być własnością - przedmiotem zazdrości... ups!
Wtedy taka "miłość" nam dokuczy, będzie się mścić i niszczyć... aż nas zje, bo ona tylko konsumuje i z nikim się nie dzieli.”
Zazdrość, w sensie negatywnym, jest zupełnie sprzeczna z miłością, przyczynia się do rozbicia jedności, pogłębiania się postaw egoistycznych, powodujących nieustanne zajmowanie się samym sobą, zamykanie się w sobie. Wywołuje to pogrążanie się w smutku, z powodu nie posiadania czegoś, co posiadają inni. Zapobieganie takiemu stanowi może się dokonać poprzez odwrócenie się od egoistycznych pragnień, a skierowanie ku prawdziwej miłości, która, jak zachęca Tomasz a’Kempis: „Nikomu nie zazdrości, ponieważ nie ceni własnej uciechy, ani też w sobie samym nie chce się weselić; rezygnując z wszystkich dóbr, pragnie radować się w Bogu” Zazdrość jest uczuciem bardzo trudnym do wyeliminowania, gdyż jest czymś naturalnym, tak jak naturalna jest chęć posiadania wyłącznych praw w stosunku do współmałżonka, narzeczonego. Jednak św. Paweł zachęca w tych słowach do postępowania wbrew temu, co podpowiada natura, do postępowania nieomalże ponad naturą. Wyeliminowanie tego negatywnego uczucia dokonuje się przez postawę bezgranicznego zaufania, oddania, służby.
Chora zazdrość prowadzi do ciągłej kontroli, ograniczania, a wreszcie do podziału. Będąc zazdrośni wiele tracimy. Tracimy drugiego człowieka, ale też i siebie. Dlatego Walczmy z zazdrością, gdy tylko się pojawią starajmy się ją jak najszybciej wyeliminować z naszego życia. Na pewno nie będzie to łatwe, ale walka z tym przyniesie wiele sukcesów.
A teraz na koniec zrób sobie ćwiczenie w miejsce słowa miłość wpisz swoje imię...( Karolina, Alicja, Sylwia, Daria, Mariusz, Mateusz, Damian itp nie zazdrości...) I pomyśl czy tak jest w Twoim życiu?? Czy naprawdę kochasz?? Jeśli tak to super, jeśli nie pracuj nad sobą byś kiedyś doszedł do takiej postawy. Módl się do Boga prosząc Go o prawdziwą miłość pozbawioną zazdrości.
poniedziałek, 30 września 2019
Miłość łaskawa jest...
Co znaczy, że,,miłość łaskawa jest”, jak to rozumieć? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, musimy najpierw zrozumieć i wiedzieć czym jest łaskawość.
Łaskawość Postawa taka charakteryzuje się świadczeniem dobra dla innych, życzliwością wobec ludzi i jest cechą przede wszystkim samego Boga. Chodzi więc tu o łaskawość, która wypływa od Chrystusa, a która przejawia się w dobroci, życzliwości, szlachetności, wierności. Łaskawość jest określonym sposobem odnoszenia się do otoczenia, to odpowiednia relacja z ludźmi, sposób zachowania się, budzący zaufanie, dobroć. Jest to także rzetelność, umiejętność słuchania drugiego człowieka oraz współczucie i litość wobec niego. Grecki termin wskazuje na to, że miłość zachowuje się dobrze, uczciwie, przyzwoicie i że ma moc uzdrawiającą, że innym czyni dobrze i przynosi im szczęście. Człowiek przepełniony miłością jest dobry dla drugiego. Promieniuje pozytywnie. W jego bliskości pragnie się chętnie przebywać. Dostrzega w drugim dobro i wydobywa je na światło dzienne. Ponieważ wierzy we wszelkie dobro w człowieku, dlatego jest dobry dla niego.
Święty Jan Paweł II mówił:. „My żyjemy na wielkim targowisku, gdzie nic za darmo, coś za coś, gdzie żąda się wielkiej ceny za falsyfikat, gdzie na wszystkim się zarabia, zbija interes, obraca...
Prawdziwa Miłość jest łaskawa, wręcz cudownie hojna.
Daje i nie oczekuje niczego w zamian.
Jej źródło bije i jest niewyczerpalne, ponieważ ludzie, którzy je mają karmią swoje serca w Bogu, u Którego wszystko jest niewyczerpalne, jak Jego Miłość."
Starajmy się być łaskawymi zawsze stawiamy na pierwszym miejscu patrzenie na drugiego
Oczami Boga wspierajmy i okazujmy miłość.
Teraz tak jak w poprzednim artykule zrób sobie ćwiczenie i refleksje nad sobą... Czy umiesz być łaskawy?? Czy odnosisz się do ludzi z miłością łaskawa??
Zamiast słowa miłość wstaw swoje imię ,, Iza, Ewelina, Szymon, Kamil.... łaskawy jest”
Łaskawość Postawa taka charakteryzuje się świadczeniem dobra dla innych, życzliwością wobec ludzi i jest cechą przede wszystkim samego Boga. Chodzi więc tu o łaskawość, która wypływa od Chrystusa, a która przejawia się w dobroci, życzliwości, szlachetności, wierności. Łaskawość jest określonym sposobem odnoszenia się do otoczenia, to odpowiednia relacja z ludźmi, sposób zachowania się, budzący zaufanie, dobroć. Jest to także rzetelność, umiejętność słuchania drugiego człowieka oraz współczucie i litość wobec niego. Grecki termin wskazuje na to, że miłość zachowuje się dobrze, uczciwie, przyzwoicie i że ma moc uzdrawiającą, że innym czyni dobrze i przynosi im szczęście. Człowiek przepełniony miłością jest dobry dla drugiego. Promieniuje pozytywnie. W jego bliskości pragnie się chętnie przebywać. Dostrzega w drugim dobro i wydobywa je na światło dzienne. Ponieważ wierzy we wszelkie dobro w człowieku, dlatego jest dobry dla niego.
Święty Jan Paweł II mówił:. „My żyjemy na wielkim targowisku, gdzie nic za darmo, coś za coś, gdzie żąda się wielkiej ceny za falsyfikat, gdzie na wszystkim się zarabia, zbija interes, obraca...
Prawdziwa Miłość jest łaskawa, wręcz cudownie hojna.
Daje i nie oczekuje niczego w zamian.
Jej źródło bije i jest niewyczerpalne, ponieważ ludzie, którzy je mają karmią swoje serca w Bogu, u Którego wszystko jest niewyczerpalne, jak Jego Miłość."
Starajmy się być łaskawymi zawsze stawiamy na pierwszym miejscu patrzenie na drugiego
Oczami Boga wspierajmy i okazujmy miłość.
Teraz tak jak w poprzednim artykule zrób sobie ćwiczenie i refleksje nad sobą... Czy umiesz być łaskawy?? Czy odnosisz się do ludzi z miłością łaskawa??
Zamiast słowa miłość wstaw swoje imię ,, Iza, Ewelina, Szymon, Kamil.... łaskawy jest”
środa, 18 września 2019
Miłość cierpliwa jest...
W dzisiejszym świecie, gdzie człowiek ciągle żyje w pośpiechu, chce mieć wszystko na już, szybko zrealizowane, coraz trudniej nam o cierpliwość. Święty Paweł jednak wymienia ją, jako jedną i pierwsza z cech Miłości. Dlaczego jest to tak ważna cecha? Tak ważna, że św. Paweł stawia ją na pierwszym miejscu?
Okazać cierpliwość komuś innemu, zareagować z cierpliwością na jakąś sytuację, wydarzenie, czekać cierpliwie to przecież ostatecznie znaczy: z cierpliwością odnieść się do samego siebie. Dziś przyzwyczajamy się do tego, by o wszystkim i od razu wiedzieć, wszystko mieć na już. Ileż razy pęka nam głowa od natłoku informacji, których poszukujemy jak czegoś niezbędnego nam do życia. Potrzeba cierpliwości czyli miłości i zaufania do siebie i do Boga.
Jeśli więc ćwiczę się w cierpliwości wobec innych, wobec wydarzeń, sytuacji, tego co mnie spotyka, to ostatecznie ćwiczę się w cierpliwej miłości do samego siebie. To, co okażę innym ostatecznie okażę sobie samemu i powróci do mnie. Cierpliwość jest fundamentalnym składnikiem każdej udanej relacji między dwiema osobami. To właśnie ona jest tym, co pozwala nam dziś coś wybaczyć, coś innego z kolei jutro i jeszcze coś kolejnego następnego dnia. To właśnie ona pozwala nam mieć nadzieję, że nasze marzenia w końcu się spełnią i że wszystko się w końcu zmieni na lepsze…
Cierpliwość to nieodłączna cecha prawdziwej miłości. Oznacza ona, że jeśli darzymy kogoś szczerym uczuciem, to jesteśmy w stanie bardzo długo na niego czekać. Nasza miłość nie kończy się w momencie, gdy ktoś informuje nas, ze będziemy musieli na trochę odłożyć bycie razem. Prawdziwa miłość trwa dalej, a my w spokoju, ufności i pewności oczekujemy połączenia z obiektem naszego uczucia. Nasza miłość jest miłością cierpliwą, wtedy gdy nie zniewala jej uczucie pożądania. Pożądanie jest kresem miłości, w jego "żarze" spala się nasza miłość, a pozostaje tylko egoistyczne uczucie posiadania czegoś na własność. W dzisiejszych czasach cnota cierpliwości nie zawsze jest respektowana w związkach. Małżeństwa zawarte na takiej kruchej podstawie często rozpadają się- gdy nie ma w naszym uczuciu cierpliwości nasza miłość jest niepełna.
Święty Jan Paweł II mówił: Miłość cierpliwa jest a nie, jak dziś, "zaczynamy ją przeżywać na podobieństwo pochłaniania bagietki na stołku w barze szybkiej obsługi - nerwowo, niecierpliwie". Jesteśmy zachłanni, czasem wręcz pazerni na tego drugiego człowieka... głodomory! Zamiast delektować się długo i poznawać smak... to my jakbyśmy chcieli przeniknąć całego człowieka, stopić się z nim na wzór żelaza. Chcemy, by stał się naszą własnością... zapominając o tym, że mamy być jednością w różności. Wielkość Miłości nie zależy od intensywności Jej przeżywania... to nie burzliwe romanse, intrygi...
Święty Franciszek mówił, że pośpiech jest synem diabła i zabija duszę.
A ja sądzę, że on zabija miłość przede wszystkim.
Skoro pośpiech jest synem diabła, to Bóg jest Ojcem cierpliwości.
Miłość jest cierpliwa, ma czas, ma ogromne i szerokie serce. Potrafi czekać. Nie jest małostkowa. Wstawia się za drugim. Ale to szerokie serce, wielka odwaga, rozciąga się nie tylko na stosunek do drugich. Gdy mam szerokie serce, czuje się inaczej. Jestem wolny, otwarty. Życie może we mnie swobodnie płynąć. Nie dam się zniewolić przez to co złe we mnie czy w drugim. Szerokie serce jest przeciwieństwem ciasnoty. Daje się na podstawie postawy człowieka wyczuć, czy ma szerokie serce czy mało odważne, ciasnego ducha. Człowiek oczekujący jest cierpliwy. Człowiek oczekujący, to ktoś żyjący dla tej chwili, wierzący, że ta chwila jest najważniejsza. Słowo cierpliwość, oznacza gotowość zostania w miejscu i przeżycia danej sytuacji do końca z wiarą, że to, co jest tam ukryte, zostanie nam objawione. Cierpliwe życie to aktywna obecność i oczekiwanie w danym miejscu. Ludzie niecierpliwi spodziewają się, że prawdziwe rzeczy wydarzają się gdzieś indziej i dlatego chcą uciec od obecnej sytuacji i udać się w inne miejsce. Dla nich ta chwila jest pusta. Cierpliwi ludzie mają jednak odwagę, aby zostać tam, gdzie są. Oczekiwanie nie jest więc bierne. Wymaga pielęgnowania tego, co rozwija się w nas. Cierpliwość to umiejętność czekania. Umiejętność ta pozwala docenić czas jaki mamy. Uczy skutecznej organizacji i sprawia, że nasza praca staje się bardziej efektywna. A cierpliwość może być owocem wielkiego sukcesu w przyszłości. "W małżeństwie trzeba mieć piekielną wytrwałość i anielską cierpliwość." - te słowa Aldony Różanek świetnie obrazują nasz temat na polu związkowym. Kiedy pomiędzy dwójką zakochanych osób dzieje się źle, nie potrafią się porozumieć i kochać tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu - następuje swego rodzaju próba wytrzymałości. I wtedy okazuję się, czy są oni na tyle cierpliwi, aby znieść wszelkie wichry szalejącego sztormu emocji i płynąć dalej na swoim statku (związku), który w końcu znów będzie spokojnie dryfował pod słonecznym niebem.
Tak więc uczmy się cierpliwości, gdyż ona jest ważna w naszych relacjach i nie przypadkowo Święty Paweł umieścił ta cechę na pierwszym miejscu.
A teraz zrób sobie małe ćwiczenie w miejsce słowa miłość wstaw swoje imię drogi Czytelniku (Iza, Alicja, Kamil, Edward itd...cierpliwa/y jest...)
Pomyśl czy masz w sobie cnotę cierpliwości?? A może potrzebujesz trochę przystopowac w tym szybkim świecie i poćwiczyć się w cierpliwości?
Okazać cierpliwość komuś innemu, zareagować z cierpliwością na jakąś sytuację, wydarzenie, czekać cierpliwie to przecież ostatecznie znaczy: z cierpliwością odnieść się do samego siebie. Dziś przyzwyczajamy się do tego, by o wszystkim i od razu wiedzieć, wszystko mieć na już. Ileż razy pęka nam głowa od natłoku informacji, których poszukujemy jak czegoś niezbędnego nam do życia. Potrzeba cierpliwości czyli miłości i zaufania do siebie i do Boga.
Jeśli więc ćwiczę się w cierpliwości wobec innych, wobec wydarzeń, sytuacji, tego co mnie spotyka, to ostatecznie ćwiczę się w cierpliwej miłości do samego siebie. To, co okażę innym ostatecznie okażę sobie samemu i powróci do mnie. Cierpliwość jest fundamentalnym składnikiem każdej udanej relacji między dwiema osobami. To właśnie ona jest tym, co pozwala nam dziś coś wybaczyć, coś innego z kolei jutro i jeszcze coś kolejnego następnego dnia. To właśnie ona pozwala nam mieć nadzieję, że nasze marzenia w końcu się spełnią i że wszystko się w końcu zmieni na lepsze…
Cierpliwość to nieodłączna cecha prawdziwej miłości. Oznacza ona, że jeśli darzymy kogoś szczerym uczuciem, to jesteśmy w stanie bardzo długo na niego czekać. Nasza miłość nie kończy się w momencie, gdy ktoś informuje nas, ze będziemy musieli na trochę odłożyć bycie razem. Prawdziwa miłość trwa dalej, a my w spokoju, ufności i pewności oczekujemy połączenia z obiektem naszego uczucia. Nasza miłość jest miłością cierpliwą, wtedy gdy nie zniewala jej uczucie pożądania. Pożądanie jest kresem miłości, w jego "żarze" spala się nasza miłość, a pozostaje tylko egoistyczne uczucie posiadania czegoś na własność. W dzisiejszych czasach cnota cierpliwości nie zawsze jest respektowana w związkach. Małżeństwa zawarte na takiej kruchej podstawie często rozpadają się- gdy nie ma w naszym uczuciu cierpliwości nasza miłość jest niepełna.
Święty Jan Paweł II mówił: Miłość cierpliwa jest a nie, jak dziś, "zaczynamy ją przeżywać na podobieństwo pochłaniania bagietki na stołku w barze szybkiej obsługi - nerwowo, niecierpliwie". Jesteśmy zachłanni, czasem wręcz pazerni na tego drugiego człowieka... głodomory! Zamiast delektować się długo i poznawać smak... to my jakbyśmy chcieli przeniknąć całego człowieka, stopić się z nim na wzór żelaza. Chcemy, by stał się naszą własnością... zapominając o tym, że mamy być jednością w różności. Wielkość Miłości nie zależy od intensywności Jej przeżywania... to nie burzliwe romanse, intrygi...
Święty Franciszek mówił, że pośpiech jest synem diabła i zabija duszę.
A ja sądzę, że on zabija miłość przede wszystkim.
Skoro pośpiech jest synem diabła, to Bóg jest Ojcem cierpliwości.
Miłość jest cierpliwa, ma czas, ma ogromne i szerokie serce. Potrafi czekać. Nie jest małostkowa. Wstawia się za drugim. Ale to szerokie serce, wielka odwaga, rozciąga się nie tylko na stosunek do drugich. Gdy mam szerokie serce, czuje się inaczej. Jestem wolny, otwarty. Życie może we mnie swobodnie płynąć. Nie dam się zniewolić przez to co złe we mnie czy w drugim. Szerokie serce jest przeciwieństwem ciasnoty. Daje się na podstawie postawy człowieka wyczuć, czy ma szerokie serce czy mało odważne, ciasnego ducha. Człowiek oczekujący jest cierpliwy. Człowiek oczekujący, to ktoś żyjący dla tej chwili, wierzący, że ta chwila jest najważniejsza. Słowo cierpliwość, oznacza gotowość zostania w miejscu i przeżycia danej sytuacji do końca z wiarą, że to, co jest tam ukryte, zostanie nam objawione. Cierpliwe życie to aktywna obecność i oczekiwanie w danym miejscu. Ludzie niecierpliwi spodziewają się, że prawdziwe rzeczy wydarzają się gdzieś indziej i dlatego chcą uciec od obecnej sytuacji i udać się w inne miejsce. Dla nich ta chwila jest pusta. Cierpliwi ludzie mają jednak odwagę, aby zostać tam, gdzie są. Oczekiwanie nie jest więc bierne. Wymaga pielęgnowania tego, co rozwija się w nas. Cierpliwość to umiejętność czekania. Umiejętność ta pozwala docenić czas jaki mamy. Uczy skutecznej organizacji i sprawia, że nasza praca staje się bardziej efektywna. A cierpliwość może być owocem wielkiego sukcesu w przyszłości. "W małżeństwie trzeba mieć piekielną wytrwałość i anielską cierpliwość." - te słowa Aldony Różanek świetnie obrazują nasz temat na polu związkowym. Kiedy pomiędzy dwójką zakochanych osób dzieje się źle, nie potrafią się porozumieć i kochać tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu - następuje swego rodzaju próba wytrzymałości. I wtedy okazuję się, czy są oni na tyle cierpliwi, aby znieść wszelkie wichry szalejącego sztormu emocji i płynąć dalej na swoim statku (związku), który w końcu znów będzie spokojnie dryfował pod słonecznym niebem.
Tak więc uczmy się cierpliwości, gdyż ona jest ważna w naszych relacjach i nie przypadkowo Święty Paweł umieścił ta cechę na pierwszym miejscu.
A teraz zrób sobie małe ćwiczenie w miejsce słowa miłość wstaw swoje imię drogi Czytelniku (Iza, Alicja, Kamil, Edward itd...cierpliwa/y jest...)
Pomyśl czy masz w sobie cnotę cierpliwości?? A może potrzebujesz trochę przystopowac w tym szybkim świecie i poćwiczyć się w cierpliwości?
środa, 11 września 2019
Pierwsze wersy hymnu o miłości i ich znaczenie
Pierwsze wersety utworu mówią o miłości jako o warunku istnienia:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Okazuje się bowiem, że wszystkie przymioty i uczynki pobożnych ludzi nic nie znaczą bez miłości, nawet wiara góry przenosząca. Zauważmy, że wersety te wcale nie definiują miłości, ale jedynie ukazują w jakim stosunku znajduje się ona do innych wartości ważnych dla pobożnego człowieka. Miłość okazuje się niezbędną podstawą nie tylko do tego by być przewodnikiem ludu, ale by złożyć prostą ofiarę. Bez prawdziwej miłości nic nie znaczymy, a to co robimy jest więcej na pokaz niż że szczerości naszego serca. Tylko miłość prawdziwa, miłość Jezusowa, miłość Agape uzdalnia nas do takich czynów względem siebie samego, drugiego człowieka i Boga.
Na nic Ci wyksztalcenie wysokie, wszelkie ludzkie zdolności nawet wiara bez miłości okazuje się być pusta. Bo Bóg jest Miłością i jeżeli wierzymy to powinna być w nas Jego Miłość.
Hymn autorstwa św. Pawła ukazuje miłość jako większą od najwspanialszych darów, jakimi człowiek dysponuje, a wśród których wymienia dar języków, dar prorokowania, wiedza, czy też znajomość najbardziej ukrytych tajemnic. Miłość przewyższa wartością nawet chwalebne i dobre czyny, które znajdują uznanie w Ewangelii, jak jałmużna, ofiarność wyrażająca się w gotowości na wydanie ciała na spalenie.
W trzech pierwszych wersach św. Paweł pokazuje szczególne znaczenie miłości w naszym życiu. . Podkreśla wyjątkową wagę swych słów. Nawet gdyby człowiek posiadał wszelkie łaski i talenty tego świata, to nie przyniosa mu one żadnego pożytku, gdyż bez miłości wszystko jest bezwartościowe.
Paweł rozpoczyna, mówiąc o językach ludzi i aniołów. Język aniołów był w Koryncie znany i praktykowany w postaci daru języków. Koryntianie byli dumni z daru modlitwy językami, podczas której nie mówili językiem ojczystym, lecz oddawali się działaniu Ducha Świętego. Dla nich była to mowa aniołów, która przewyższa wszelką ludzką mowę. Mając jednak tak nadzwyczajny dar języków, mogę zacząć się nim chełpić. Wówczas mowa ta nie będzie się opierać na miłości, lecz wynikać z mojego ego, które będzie się tą mową pysznić. Dotyczy to nie tylko daru języków, ale każdego sposobu mówienia, w którym bawię się słowami, chcąc zrobić na kimś wrażenie. Słowa mogą być wyrazem miłości. Mogą też wyrażać moją potrzebę zdobycia poważania. Tylko mowa pochodząca z serca i przepełniona miłością działa na drugiego człowieka uzdrawiająco. Wszystko inne stanowi tylko i wyłącznie wywieranie wrażenia na odbiorcach, zdobywanie zbednego rozgłosu.
Odnosząc te słowa do naszej sytuacji, nasuwa się prosty wniosek, że choćby nie wiem jak doskonale były prowadzone przez nas mowy, choćby nie wiem jak bardzo motywowalibyśmy naszych współpracowników lub usiłowalibyśmy za pomocą słów kogoś do czegoś przekonać; gdy nie ma w tym miłości, to wszystkie sukcesy pozostają bez znaczenia. Potrafimy rozpoznać, czy czyjeś słowa pochodzą z serca, czy są wypełnione miłością, czy też dana osoba tylko lubuje się w swoich słowach. Są ludzie, którzy bawią się słowami. Jednak można wyczuć próżność, która przez nich przemawia. Zdaniem św. Pawła, miłość jest podstawą naszego mówienia. Jest źródłem, z którego płyną słowa. Gdy nasz język nie ma w sobie zalążka miłości, wówczas możemy wprawdzie naszą mową zabłysnąć, możemy innych przekonać, lecz nasze słowa nie staną się dla innych błogosławieństwem. Odnosząc to do sfery związków międzyludzkich, powinieneś zwrócić uwagę na to, co mówisz do swojej żony, męża, dzieci, przyjaciela, niezależnie od tego, czy słowa te są przeniknięte miłością, czy też wynikają tylko ze złości, roztargnienia lub pustki. Codziennie komunikujemy się, wypowiadając przy tym nieskończenie wiele słów. Jednak często słowa te pozostają powierzchowne. Mówimy cokolwiek, żeby nie odczuwać ciężaru ciszy. Mówimy do kogoś, bo czegoś od niego chcemy lub udzielamy mu informacji. Jest wiele różnych sposobów mówienia. Obojętnie, czy jest to informacja, zachęta, opinia czy opowiadanie. Decydujące jest to, czy nasza mowa jest podyktowana miłością. Być może miłość jest nieraz zbyt wielkim słowem. Jednak przynajmniej te słowa, które wypowiadam, powinny wypływać z serca, a nie tylko być podyktowane rozumem. Gdy pochodzą one z mojego wnętrza, mają w sobie ciepło, którym mogą ogrzać się serca także innych ludzi.W drugim zdaniu św. Paweł powołuje się na cztery dary, proroctwa, mądrości, umiejętności poznawania w Duchu oraz wiary, która jest w stanie przenosić góry. Sam Paweł Apostoł ocenia te cztery talenty bardzo pozytywnie. Jednak gdy nie wypływają one z miłości, osoba, która się nimi posługuje, ostatecznie staje się nikim. Proroctwa są istotną częścią składową chrześcijaństwa. Człowiek posługuje się darem proroctwa, gdy krytycznie, z Bożego punktu wiedzenia, ocenia sytuację polityczną czy społeczną. Gdy z Bożego punktu widzenia mówi słowa otwierające drogę ku przyszłości. Mowa prorocka oznacza również powiedzenie drugiemu człowiekowi poznanych o nim rzeczy ukrytych. To zawsze wywiera wrażenie. Jednak kryje się za tym niebezpieczeństwo rozporządzania drugim człowiekiem lub manipulowania nim. Gdy powiem komuś rzeczy ukrywane przez niego, osłonięte tajemnicą, o których nikt inny nie wie, to ten człowiek zacznie się bać, że mógłbym ujawnić wszystkie jego sekrety. Wobec tego będzie się zachowywał w sposób uległy.
Mowa tu o niebezpieczeństwie używania duchowości i doświadczeń duchowych do wywyższania się ponad innych. Niektórzy wybierają drogę duchową tylko dlatego, że w głębi duszy czują się bezwartościowi. Doświadczenie Boga może mi nadać głębokiej wartości. Lecz jeśli używam doświadczeń duchowych, by się nimi popisywać, jest to tylko oznaka, że pod tą osłoną w dalszym ciągu skrywa się poczucie własnej bezwartościowości. Uczucie to zostaje jedynie przysłonięte czymś innym, ale nie zostaje przemienione. Według św. Pawła, przeżycie duchowe może być tylko wtedy wartościowe, gdy prowadzi mnie do Boga. Gdy prowadzi mnie w głąb istnienia, w głąb tajemnicy miłości będącej przyczyną wszelkiego bytu.
Trzecim darem jest umiejętność poznawania w Duchu. Występujące w oryginalnym, greckim tekście słowo gnosis oznacza nie tylko 'poznanie', lecz również natchnienie'. W tamtych czasach istniał działający na szeroką skalę, zarówno w obrębie chrześcijańskim, jak i pozachrześcijańskim, gnostycki ruch religijny. Wyrażał on tęsknotę za tym, by wiedzieć więcej od innych, by zostać wtajemniczonym w boskie misteria i by dostąpić natchnienia. LSam Bóg oznajmił nam w Jezusie Chrystusie prawdziwą i doskonałą mądrość i obdarzył nas wiedzą na temat tego, co w naszym życiu istotne. Niemniej jednak gnostycyzm pozbawiony miłości również jest niezdatny do niczego. Taka gnoza pyszni się tylko. Przechwalam się swoim poznaniem, by być podziwianym. Jednakże prawdziwe poznanie zawsze czyni pokornym. Zdaniem św. Pawła, wiara jest czymś decydującym. To dzięki wierze dostąpimy usprawiedliwienia, a nie dzięki czynom. Paweł wyjaśnił to w Liście do Rzymian. Chodzi tu o inny rodzaj wiary. Paweł Apostoł nie ma tu na myśli wiary w miłość Jezusa Ukrzyżowanego, który obdarzył nas przeświadczeniem o bezwarunkowej akceptacji. Chodzi tu o wiarę w cuda. Wiarę stanowi bowiem przekonanie o urzeczywistnieniu wszystkiego, w co się wierzy. Choć wiara czyni nieraz cuda, jeśli brak jej miłości, na nic się ona zda.
W trzecim wersecie opisane zostały dwie kolejne postawy, które bez miłości nic nie znaczą. Jest to z jednej strony rozdanie całego majątku, a z drugiej - spalenie swego ciała. Są to dwie postawy, które zwykle kojarzymy z miłością. Pierwsza postawa oznacza zaopatrywanie innych w żywność z całego swego majątku, który się posiada. Dosłownie oznacza to nasycenie cierpiących niedostatek przez sprzedanie swego majątku i zakupienie za to żywności. Nakarmienie ubogich niewątpliwie może być łaską Ducha Świętego, lecz Paweł uwzględnia sytuację, w której staje się to możliwe również bez miłości. Tylko że wówczas dzieło to jest bezużyteczne. Projekty pomocy wspierające ubogich i cierpiących niedostatek w krajach Trzeciego Świata mogą być wyrazem miłości. Mogą też być realizowane bez miłości, ale wtedy główną rolę będą odgrywać inne motywy, jak na przykład chęć zabłyśnięcia, stłumienie wyrzutów sumienia, publiczne popisywanie się. Motywy te jednak są jak słomiany zapał, który prędko wygaśnie, bo nie jest w stanie trwale dawać ciepła. Jeśli chodzi o spalenie ciała, to nie jest całkiem zrozumiałe, co św. Paweł ma tutaj na myśli. Czy chodzi mu o śmierć męczeńską przez spalenie na stosie, poświęcenie siebie samego dla innych, czy też wypalanie znamienia niewolnikom. Dziś Paweł Apostoł mówiłby z pewnością o zamachach samobójczych. Dochodzi do nich nie z powodu miłości, lecz z nienawiści, dlatego nie mają żadnej wartości. Prowadzą do pogardy dla siebie samego i godności ludzkiej. Święty Paweł z pewnością nie ma tu na myśli chrześcijańskiego męczeństwa, gdyż w chwili napisania przez niego listu palenie chrześcijan przez cesarza Nerona było jeszcze w odległej przyszłości. Przypuszczalnie Paweł ma tu na myśli jakiś jednorazowy, spektakularny wyczyn, za pomocą którego chcemy uniknąć żmudnego realizowania miłości w życiu codziennym. Również tego typu czyny wzbudzające sensację, które w normalnej sytuacji odbieramy jako wyraz miłości, są bezwartościowe, jeśli nie dzieją się z miłości, a są powodowane potrzebą bycia kimś nadzwyczajnym.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Okazuje się bowiem, że wszystkie przymioty i uczynki pobożnych ludzi nic nie znaczą bez miłości, nawet wiara góry przenosząca. Zauważmy, że wersety te wcale nie definiują miłości, ale jedynie ukazują w jakim stosunku znajduje się ona do innych wartości ważnych dla pobożnego człowieka. Miłość okazuje się niezbędną podstawą nie tylko do tego by być przewodnikiem ludu, ale by złożyć prostą ofiarę. Bez prawdziwej miłości nic nie znaczymy, a to co robimy jest więcej na pokaz niż że szczerości naszego serca. Tylko miłość prawdziwa, miłość Jezusowa, miłość Agape uzdalnia nas do takich czynów względem siebie samego, drugiego człowieka i Boga.
Na nic Ci wyksztalcenie wysokie, wszelkie ludzkie zdolności nawet wiara bez miłości okazuje się być pusta. Bo Bóg jest Miłością i jeżeli wierzymy to powinna być w nas Jego Miłość.
Hymn autorstwa św. Pawła ukazuje miłość jako większą od najwspanialszych darów, jakimi człowiek dysponuje, a wśród których wymienia dar języków, dar prorokowania, wiedza, czy też znajomość najbardziej ukrytych tajemnic. Miłość przewyższa wartością nawet chwalebne i dobre czyny, które znajdują uznanie w Ewangelii, jak jałmużna, ofiarność wyrażająca się w gotowości na wydanie ciała na spalenie.
W trzech pierwszych wersach św. Paweł pokazuje szczególne znaczenie miłości w naszym życiu. . Podkreśla wyjątkową wagę swych słów. Nawet gdyby człowiek posiadał wszelkie łaski i talenty tego świata, to nie przyniosa mu one żadnego pożytku, gdyż bez miłości wszystko jest bezwartościowe.
Paweł rozpoczyna, mówiąc o językach ludzi i aniołów. Język aniołów był w Koryncie znany i praktykowany w postaci daru języków. Koryntianie byli dumni z daru modlitwy językami, podczas której nie mówili językiem ojczystym, lecz oddawali się działaniu Ducha Świętego. Dla nich była to mowa aniołów, która przewyższa wszelką ludzką mowę. Mając jednak tak nadzwyczajny dar języków, mogę zacząć się nim chełpić. Wówczas mowa ta nie będzie się opierać na miłości, lecz wynikać z mojego ego, które będzie się tą mową pysznić. Dotyczy to nie tylko daru języków, ale każdego sposobu mówienia, w którym bawię się słowami, chcąc zrobić na kimś wrażenie. Słowa mogą być wyrazem miłości. Mogą też wyrażać moją potrzebę zdobycia poważania. Tylko mowa pochodząca z serca i przepełniona miłością działa na drugiego człowieka uzdrawiająco. Wszystko inne stanowi tylko i wyłącznie wywieranie wrażenia na odbiorcach, zdobywanie zbednego rozgłosu.
Odnosząc te słowa do naszej sytuacji, nasuwa się prosty wniosek, że choćby nie wiem jak doskonale były prowadzone przez nas mowy, choćby nie wiem jak bardzo motywowalibyśmy naszych współpracowników lub usiłowalibyśmy za pomocą słów kogoś do czegoś przekonać; gdy nie ma w tym miłości, to wszystkie sukcesy pozostają bez znaczenia. Potrafimy rozpoznać, czy czyjeś słowa pochodzą z serca, czy są wypełnione miłością, czy też dana osoba tylko lubuje się w swoich słowach. Są ludzie, którzy bawią się słowami. Jednak można wyczuć próżność, która przez nich przemawia. Zdaniem św. Pawła, miłość jest podstawą naszego mówienia. Jest źródłem, z którego płyną słowa. Gdy nasz język nie ma w sobie zalążka miłości, wówczas możemy wprawdzie naszą mową zabłysnąć, możemy innych przekonać, lecz nasze słowa nie staną się dla innych błogosławieństwem. Odnosząc to do sfery związków międzyludzkich, powinieneś zwrócić uwagę na to, co mówisz do swojej żony, męża, dzieci, przyjaciela, niezależnie od tego, czy słowa te są przeniknięte miłością, czy też wynikają tylko ze złości, roztargnienia lub pustki. Codziennie komunikujemy się, wypowiadając przy tym nieskończenie wiele słów. Jednak często słowa te pozostają powierzchowne. Mówimy cokolwiek, żeby nie odczuwać ciężaru ciszy. Mówimy do kogoś, bo czegoś od niego chcemy lub udzielamy mu informacji. Jest wiele różnych sposobów mówienia. Obojętnie, czy jest to informacja, zachęta, opinia czy opowiadanie. Decydujące jest to, czy nasza mowa jest podyktowana miłością. Być może miłość jest nieraz zbyt wielkim słowem. Jednak przynajmniej te słowa, które wypowiadam, powinny wypływać z serca, a nie tylko być podyktowane rozumem. Gdy pochodzą one z mojego wnętrza, mają w sobie ciepło, którym mogą ogrzać się serca także innych ludzi.W drugim zdaniu św. Paweł powołuje się na cztery dary, proroctwa, mądrości, umiejętności poznawania w Duchu oraz wiary, która jest w stanie przenosić góry. Sam Paweł Apostoł ocenia te cztery talenty bardzo pozytywnie. Jednak gdy nie wypływają one z miłości, osoba, która się nimi posługuje, ostatecznie staje się nikim. Proroctwa są istotną częścią składową chrześcijaństwa. Człowiek posługuje się darem proroctwa, gdy krytycznie, z Bożego punktu wiedzenia, ocenia sytuację polityczną czy społeczną. Gdy z Bożego punktu widzenia mówi słowa otwierające drogę ku przyszłości. Mowa prorocka oznacza również powiedzenie drugiemu człowiekowi poznanych o nim rzeczy ukrytych. To zawsze wywiera wrażenie. Jednak kryje się za tym niebezpieczeństwo rozporządzania drugim człowiekiem lub manipulowania nim. Gdy powiem komuś rzeczy ukrywane przez niego, osłonięte tajemnicą, o których nikt inny nie wie, to ten człowiek zacznie się bać, że mógłbym ujawnić wszystkie jego sekrety. Wobec tego będzie się zachowywał w sposób uległy.
Mowa tu o niebezpieczeństwie używania duchowości i doświadczeń duchowych do wywyższania się ponad innych. Niektórzy wybierają drogę duchową tylko dlatego, że w głębi duszy czują się bezwartościowi. Doświadczenie Boga może mi nadać głębokiej wartości. Lecz jeśli używam doświadczeń duchowych, by się nimi popisywać, jest to tylko oznaka, że pod tą osłoną w dalszym ciągu skrywa się poczucie własnej bezwartościowości. Uczucie to zostaje jedynie przysłonięte czymś innym, ale nie zostaje przemienione. Według św. Pawła, przeżycie duchowe może być tylko wtedy wartościowe, gdy prowadzi mnie do Boga. Gdy prowadzi mnie w głąb istnienia, w głąb tajemnicy miłości będącej przyczyną wszelkiego bytu.
Trzecim darem jest umiejętność poznawania w Duchu. Występujące w oryginalnym, greckim tekście słowo gnosis oznacza nie tylko 'poznanie', lecz również natchnienie'. W tamtych czasach istniał działający na szeroką skalę, zarówno w obrębie chrześcijańskim, jak i pozachrześcijańskim, gnostycki ruch religijny. Wyrażał on tęsknotę za tym, by wiedzieć więcej od innych, by zostać wtajemniczonym w boskie misteria i by dostąpić natchnienia. LSam Bóg oznajmił nam w Jezusie Chrystusie prawdziwą i doskonałą mądrość i obdarzył nas wiedzą na temat tego, co w naszym życiu istotne. Niemniej jednak gnostycyzm pozbawiony miłości również jest niezdatny do niczego. Taka gnoza pyszni się tylko. Przechwalam się swoim poznaniem, by być podziwianym. Jednakże prawdziwe poznanie zawsze czyni pokornym. Zdaniem św. Pawła, wiara jest czymś decydującym. To dzięki wierze dostąpimy usprawiedliwienia, a nie dzięki czynom. Paweł wyjaśnił to w Liście do Rzymian. Chodzi tu o inny rodzaj wiary. Paweł Apostoł nie ma tu na myśli wiary w miłość Jezusa Ukrzyżowanego, który obdarzył nas przeświadczeniem o bezwarunkowej akceptacji. Chodzi tu o wiarę w cuda. Wiarę stanowi bowiem przekonanie o urzeczywistnieniu wszystkiego, w co się wierzy. Choć wiara czyni nieraz cuda, jeśli brak jej miłości, na nic się ona zda.
W trzecim wersecie opisane zostały dwie kolejne postawy, które bez miłości nic nie znaczą. Jest to z jednej strony rozdanie całego majątku, a z drugiej - spalenie swego ciała. Są to dwie postawy, które zwykle kojarzymy z miłością. Pierwsza postawa oznacza zaopatrywanie innych w żywność z całego swego majątku, który się posiada. Dosłownie oznacza to nasycenie cierpiących niedostatek przez sprzedanie swego majątku i zakupienie za to żywności. Nakarmienie ubogich niewątpliwie może być łaską Ducha Świętego, lecz Paweł uwzględnia sytuację, w której staje się to możliwe również bez miłości. Tylko że wówczas dzieło to jest bezużyteczne. Projekty pomocy wspierające ubogich i cierpiących niedostatek w krajach Trzeciego Świata mogą być wyrazem miłości. Mogą też być realizowane bez miłości, ale wtedy główną rolę będą odgrywać inne motywy, jak na przykład chęć zabłyśnięcia, stłumienie wyrzutów sumienia, publiczne popisywanie się. Motywy te jednak są jak słomiany zapał, który prędko wygaśnie, bo nie jest w stanie trwale dawać ciepła. Jeśli chodzi o spalenie ciała, to nie jest całkiem zrozumiałe, co św. Paweł ma tutaj na myśli. Czy chodzi mu o śmierć męczeńską przez spalenie na stosie, poświęcenie siebie samego dla innych, czy też wypalanie znamienia niewolnikom. Dziś Paweł Apostoł mówiłby z pewnością o zamachach samobójczych. Dochodzi do nich nie z powodu miłości, lecz z nienawiści, dlatego nie mają żadnej wartości. Prowadzą do pogardy dla siebie samego i godności ludzkiej. Święty Paweł z pewnością nie ma tu na myśli chrześcijańskiego męczeństwa, gdyż w chwili napisania przez niego listu palenie chrześcijan przez cesarza Nerona było jeszcze w odległej przyszłości. Przypuszczalnie Paweł ma tu na myśli jakiś jednorazowy, spektakularny wyczyn, za pomocą którego chcemy uniknąć żmudnego realizowania miłości w życiu codziennym. Również tego typu czyny wzbudzające sensację, które w normalnej sytuacji odbieramy jako wyraz miłości, są bezwartościowe, jeśli nie dzieją się z miłości, a są powodowane potrzebą bycia kimś nadzwyczajnym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)